niedziela, 1 grudnia 2013

wtorek, 24 lipca 2012

Dragon boat race


Wyścigi łódek wiosłowych. Zwyczaj pochodzący z Chin tutaj mały opis: WIKIOMNIBUSWyścig w którym używa się długich i wąskich wioseł o przekroju trójkąta. Braki z hydrofizyki nie pozwalają mi stwierdzić dlaczego większą siłę ciągu uzyskujemy popychając wodę trójkątną stroną a nie płaską (sprawdzałem i tak właśnie jest!). Startowaliśmy w dwóch takich wyścigach, jednym bardziej lokalnym (chyba związanym z naszą małą wysepką Sesoko) i drugim naszego miasta Motobu.
Zajęliśmy odległe dosyć miejsca ale nic to. W tych wyścigach każdy dostaje nagrodę. Tak więc z 24 sztukami happoshu oraz 3,6 litrami awamori ruszyliśmy po zawodach do Sesoko przygotować grilla. Ciekawostka całkiem fajna, w miniwyścigach w Sesoko, główni zwycięzcy otrzymywali puchar, bynajmniej nie pusty, im lepsze miejsce, tym większy i tym więcej piwa wewnątrz. Piękne choć może niepraktyczne, ale piękne!






Shun odbiera naszą nagrodę.

Zaokrętowanie 
Zdjęcie z ozdobami wyścigów, miss sakura!

poniedziałek, 16 lipca 2012

Powroty

Powroty tutaj robią mi takie kuku w mózgu, że naprawde, cały ten miekki czy twardy swiat narkotyków "wymientka". Dla mnie Nihon to właśnie narkotyk. Im dłużej zażywasz, tym bardziej się uzależniasz. Na szczęście to uzależnienie nie jest szkodliwe a wręcz przeciwnie. Wtopiłem się w życie japońskie nadwyraz sprawnie, stajac się przedmiotem żartu, naukowiec który w dwa tygodnie zbudował swój lab (grono znajomych bardziej) kilka ładnych tysięcy kilometrów od domu. Bardzo, bardzo żałuje, że nie zabrałem swojej książki do nauki japońskiego, sporo miałem zaległości na początku i nadal, nie satysfakcjonuje mnie poziom znajomości tego języka. Im więcej go znam, tym bliżej japończyków jestem. Angielski to tylko proteza języka, nie da się w nim porozumieć z japończykiem. Angielski pozwala jedynie na przekazanie informacji a to za mało, żeby przestać być gaijinem.







Chleba naszego powszedniego...

Chudłem, chudłem, aż tu nagle znalazłem sposób na utycie....
Zimny udon, pyszny, wspaniały.
Wieprzowina gotowana w awomori i sosie sojowym z dodatkiem imbiru. Do tego własnoręcznie złowione rybki smażone "a la tempura".
Lunch w amerykanskiej bazie, oczywiście półkrwisty stek padł moim łupem, z pizza, nie wygraliśmy, poszła na wynos...
Znów smazone nasze rybki a w folii gruper duszony na masełku z cebulką i frytkami.

sobota, 30 czerwca 2012

Sesoko

Sesoko, mała stacja badawcza, podobna do tej w Misaki. W nocy ciszę przerywa szum oceanu. Poranki napęczniałe od upału i głośne od śpiewu cykad. Wody wokół pełne koralowców i ryb wszelkiej maści. Ciężkie nocne prace, i przecudne godziny spędzone pod wodą. Koralowce to niełatwy obiekt badań. Rozród trudno przyspieszyć (jedyny znany sposób to wystawienie ich na działanie H2O2 a to odpada przy zagrożonych gatunkach) a odbywa się on od 19 do 22 w nocy. Potem jest około 5h max czasu w którym ich jaja nadają się do zapłodnienia. Szaleńcze tempo, ale cudowny smak satysfakcji o poranku przy liczeniu zapłodnionych jaj rekompensuje cierpienia nocnej kriokonserwacji. Coraz głębiej poznaje ocean. Coraz lepiej rozumiem, że nigdy nie poczuje się tutaj jak ryba w wodzie. Pozostaje nam smutna rola intruza. Nie zmienia to jednak mojego pozytywnego nastawienia, miejsce romantycznego wyobrażenia o rafach zajmuje rozważna postawa odpowiedzialnego nurka. Stąd pianka i niedługo także i rękawice. Ocean nie jest wcale bezpiecznym basenem. Parzące meduzy nadto często tutaj o tym przypominają. Do tego dopisać trzeba węże morskie (jadowite - widuje je niemal codziennie) i jeżowce (niektóre mogą być naprawdę niebezpieczne). Pierwsze nurkowania tutaj odbyłem w samych kąpielówkach przy towarzyszących zdziwionych spojrzeniach tubylców. Teraz już wiem dlaczego. Szybko się uczę.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Odliczanie czas zacząć. Japonia całkiem spod wody. Całkiem blisko delfinów. I rekinów. Całkiem daleko od Tokyo. IKIMASHO! 日本に行くことができます!

niedziela, 31 maja 2009